Gadu-Gadu z... Nickiem Masonem, perkusistą, członkiem legendarnego zespołu rockowego Pink Floyd, znanego m.in. z takich płyt, jak: The Wall, The Dark Side of the Moon, Wish You Were Here.



JR: Wiele osób uważa, że obecny Pink Floyd to wydawanie starych płyt w nowym brzmieniu, remastering, edycje DVD itp. ...

NM: Cóż, myślę, że to prawda. Obecnie tak to wygląda. Nie tworzymy nowych płyt. Ale cały czas mam nadzieję, że być może stworzymy coś nowego, ale to dopiero po podjęciu przez nas wszystkich wspólnej decyzji.

JR: Kto dokładnie ma ją podjąć? Przeczytałem w jednym z wywiadów z Tobą, że czekacie na decyzję.

NM: Tak naprawdę to nie jest czekanie na decyzję, ale czekanie na entuzjazm każdego z nas do wspólnej pracy. Dokładnie mówiąc, to David (Gilmour - przyp. JR) nie chce tego obecnie, ponieważ pracuje od dwóch lat nad swoją solową płytą. Planuje jej wydanie w przyszłym roku, więc w najbliższym czasie również będzie zaangażowany w jej promocję. Nie ma więc żadnej możliwości, aby David zrobił obecnie cokolwiek. Według mnie, jest to bardziej skomplikowane, uważam, że prawdopodobnie prędzej Roger (Waters - przyp. JR) coś zaproponuje... Jest to więc powolny proces, ponieważ musisz czekać na każdego z nas, każdy musi się zdecydować w tym samym czasie, aby cokolwiek zrobić wspólnego.

JR: Słyszałem, że David Gilmour zaprosił do udziału w nagraniu swojej nowej płyty polskich muzyków - Zbigniewa Preisnera i Leszka Możdżera...

NM: To prawda, zaprosił do współpracy polskich muzyków, ale mało wiem na ten temat. Jestem pewien, że płyta wkrótce się ukaże, David pracował nad nią całkiem ciężko i pewnie w tym roku ją skończy.

JR: Wnioskując z tego, decyzja może być podjęta, powiedzmy za... 2 lata?

NM: Decyzja może być podjęta albo jutro albo nawet za 3 lata. Problem w tym, że nie ma ustalonego żadnego czasu, terminu, planu działań, poza faktem, że się starzejemy. To prędzej kwestia tego, kiedy tych kilka osób zechce zrobić coś wspólnego...

JR: Czy bierzesz udział w nowej płycie Gilmoura?

NM: Nie. Ale nie jestem pewien, czy czasem Rick (Wright - przyp. JR) na niej nie gra... Gdy rozmawiałem kilka miesięcy temu z Davidem, wówczas coś o tym wspominał.

JR: Którą z płyt Pink Floyd lubisz najbardziej?

NM: Nie mam jakiejś specjalnie jednej ulubionej. Na pewno bardzo lubię płytę "Saurceful of Secrets", ponieważ są na niej naprawdę dobre utwory. Zwłaszcza utwór tytułowy jest bardzo ważny. Uwielbiam go grać, ma wspaniałą atmosferę. Mam kilka ulubionych utworów: "Comfortably Numb" (z albumu "The Wall" - przyp. JR) i "High Hopes" z płyty "Divison Bell", który według mnie jest wspaniałym utworem, coś, co naprawdę lubię.

JR: W jaki sposób utożsamiasz się z tekstami Pink Floyd, tekstami, które zazwyczaj były pisane przez Rogera Watersa i innych? W jaki sposób je odbierasz?

NM: O, bardzo mocno. Roger Waters jest ważnym autorem tekstów dla grupy, ponieważ opisuje rzeczy, które naprawdę rozumiemy. Co istotne i co uświadomiliśmy sobie przez ostatnich kilka lat, to fakt, że niektóre teksty Rogera Watersa są nadzwyczajne na swój sposób. Gdy w 1973 roku pisał teksty na płytę "Dark Side of the Moon", był znacznie młodszy, miał dwadzieścia parę lat, nie był nastolatkiem, ale miał może z 25-27 lat... Kiedy słuchasz tych tekstów dzisiaj, zdajesz sobie sprawę, że doskonale pasują również do 50-latka... Mówią o dorastaniu, starzeniu się, wspominaniu swojego dotychczasowego życia...

JR: Cofając się wstecz i patrząc z perspektywy czasu na historię Pink Floyd, czy zrobiłbyś coś w inny sposób? A może czegoś byś nie zrobił?

NM: Myślę, że mogliśmy się nauczyć, jak lepiej ze sobą współpracować, lepiej się starać. To wstyd, że nie zorganizowaliśmy dłuższych tras koncertowych płyt "Dark Side of the Moon", "Wish You Were Here" i "Animals". Były one zawsze bardzo krótkie. Najlepsza była pierwsza trasa "Dark Side...", która była nieco eksperymentalna oraz "The Wall" i trasa w 1994. Wiesz, wtedy jest więcej czasu na próby, przygotowania, koncertowaliśmy 6-9 miesięcy. I naprawdę żałuję, że nie zrobiliśmy naprawdę wielkiego show w latach 70-tych.

JR: Wracając do Twojej książki, która właśnie ukazała się na polskim rynku, czy i jakie będą jeszcze wersje językowe?

NM: O tak, mam nadzieję, że ukażą się kolejne. Dotychczas wydano wersje: niemiecką, francuską, włoską, angielską, amerykańską, bułgarską i polską. Bardzo chciałbym, aby ukazała się wersja hiszpańska, ponieważ wówczas trafiła by do czytelnika całej Ameryki Południowej. Oczywiście byłoby wspaniale wydać również np. wersję japońską.

JR: Czy Syd Barrett (jeden z twórców Pink Floyd - przyp. JR) otrzymał Twoją książkę?

NM: Nie. Byłbym jednak szczęśliwy móc wysłać mu książkę, ale trzeba zrozumieć jedną rzecz - Syd jest bardziej szczęśliwy, jeśli nie wraca myślami do dawnych czasów. Jego rodzina zajmuje się nim, opiekuje i mówi: "Jest znacznie lepiej, kiedy Syda zostawi się w spokoju." Myślę, że dla niego wspominanie tamtego okresu jest bardzo stresujące. Więc nie wysyłałem mu książki. Jeśli rodzina powiedziałaby, że Syd chciałby ją obejrzeć, wówczas tak...

JR: W jaki sposób nowe możliwości komunikacji internetowej pozwalają Ci lepiej się komunikować?

NM: Myślę, że e-mail jest prawdopodobnie najbardziej użyteczny, ponieważ jest bardzo szybki i w krótki sposób możesz przekazać wiadomość (ja zazwyczaj piszę bardzo krótkie e-maile). To bardzo dobry sposób.

JR: Istnieje mnóstwo stron internetowych poświęconych Pink Floyd - formalne i mniej formalne, zawierające pliki muzyczne do pobrania, oferujące bootlegi... Co o tym myślisz?

NM: Jestem bardzo przeciwny nagrywaniu i oferowaniu bootlegów, z dwóch powodów. Po pierwsze, wg mnie, to artysta powinien wybierać, co jest przeznaczone do rozpowszechniania z występów na żywo, a co nie. Po drugie, jest to po prostu okradanie artysty... Wiem, że ludzie mówią: "Przecież oni mają i tak tyle pieniędzy, itd...", tak naprawdę jednak to wpływa niekorzystnie na cały rynek muzyczny. Jeśli wydawca wydaje płytę i płyta dobrze się sprzedaje, wówczas może inwestować więcej pieniędzy w nową muzykę, w młodych, obiecujących twórców. Pieniądze, które są zabierane artystom, tak naprawdę uderzają więc w nich bardziej od "spodu" niż od "góry". Uważam ponadto, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co robią, że okradają muzykę i z jakim skutkiem. Nie wiem, jak będzie w przyszłości. Może zostaną wprowadzone lepsze zabezpieczenia prawne? To jest problem, który bardzo uderza w rynek muzyczny. Większość wydawców muzycznych odczuła już niekorzystny wpływ pobierania plików z sieci.

JR: Może rozwiązaniem byłaby sprzedaż utworów przez internet?

NM: Tak, myślę, że to prawdopodobnie będzie przyszłość. Chociaż mnie za bardzo to nie satysfakcjonuje. Dla mnie, to co ja lubię, to jest cały produkt - w tym projekt okładki itp. Myślę, że wydawcy powinni znowu pomyśleć. Jakość dźwięku na CD jest o wiele lepsza od płyty winylowej, ale plastykowe opakowanie CD jest o wiele mniej atrakcyjne, okropne, tanie, wciąż to samo paskudne pudełko, tworzone już chyba od dwudziestu dobrych lat... Grafika jest zminiaturyzowana, wszystko jest za małe. Wyobrażam sobie w perfekcyjnym świecie, że otrzymujesz taką paczkę, mogłaby to być nawet miła rzecz do kolekcjonowania, może z praktycznego punktu widzenia, niezbyt wygodna do przenoszenia. Wyobrażam sobie, że otrzymujesz taki zestaw, książkę z twórczością, a w niej dwa nośniki: płytę CD lub coś do niej podobnego oraz mini-disc, który możesz zabierać ze sobą, taki mobilny nośnik.

JR: "The Wall", "The Dark Side of the Moon", "Wish You Were Here"... te tytuły znają miliony osób na całym świecie. Utwór "Another Brick in the Wall" jest rozbierany na części pierwsze niczym przysłowiowy mur z cegieł.... Wszystkie płyty doskonale radzą sobie z upływem czasu, żyją przez kolejne generacje. Czy masz takie osobiste wrażenie, że wziąłeś udział w tworzeniu historii? Czy mieliście taką świadomość podczas komponowania kolejnych płyt, zwłaszcza po "Dark Side of the Moon"?

NM: Muszę powiedzieć, że nie. I uważam, że Pink Floyd nie jest jakąś ważną częścią całej historii kultury. Myślę, że miał misję w historii rocka, w jego poszczególnych aspektach, które sprawiły, że jesteśmy unikalni i że mamy w nim szczególne miejsce... Ale nie jesteśmy jakąś najlepszą, wielką grupą, jaka kiedykolwiek była. Znaleźliśmy po prostu pewne specyficzne sposoby na wyrażanie siebie, cokolwiek to jest. Mówiąc o rozkładaniu rocka na części... może okazać się, że relatywnie rzecz biorąc jest to proste - są cztery instrumenty itd... To jest trochę tak, jak z rozkładaniem obrazu na części, który składa się tylko z pewnej ilości kolorów... Rock and roll jest bardziej skomplikowany, ponieważ to coś więcej, niż sama muzyka. To charaktery, obrazy...

JR: I na koniec: czy możemy spodziewać się tak długo oczekiwanej trasy Pink Floyd?

NM: Póki co nie ma takich planów. Czas pokaże.

JR: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Jarosław Rybus