Spiegel: W ostatnie wakacje jadłeś obiad z Vaclavem Havlem [prezydent Czech - przyp. tł] - czy to był ważny punkt waszego turnee?

Gilmour: Sympatyczny, ale nie ważny. Pan Havel to bardzo miły człowiek, a jego współpracownicy kreowali się na muzyków czy też krytyków muzycznych.

Doradziłeś mu coś w kwestii polityki?

Nie, to byłoby natręctwo. Ale muszę przyznać, że czasami planuje rzeczy, które mnie rażą. Próbuje przywieźć kapitalizm, lecz postępuje bardzo nieostrożnie. Przeraziłem się, jak mi powiedział ile chciałby postawić drapaczy chmur przed pałacem [prezydenckim -przyp. tł].

Masz coś przeciwko wysokim budynkom?

Nie przepadam za nimi. Cztery, pięć pięter - w porządku. Ale więcej... niezbyt dobrze bym się czuł.

Wasze turnee - aktualnie dokumentowane na CD - stało się jednym z najbardziej udanych w historii rocka. W 1994 roku zgarnęliście ponad 100 mln dolarów. Przy takich kwotach pieniądze coś dla ciebie znaczą?

Uważam się za lewicowca, chociaż nic nie mam przeciwko pieniądzom. Cieszy mnie zarobienie paru groszy.

Ale nie mówimy o małych kwotach.

Myślę, że mówienie o naszych zarobkach jest trochę nieprzyzwoite.

Czy budzisz się czasem w środku nocy ze świadomością zarobienia zbyt wielkiej forsy?

Często. Wtedy wypisuję parę czeków na szczytne cele, by odzyskać spokój ducha.

Co tak ci dręczy sumienie?



do góry

Sumka. Chociaż, gdyby tak porównać z jakimkolwiek biznesem, sądzę, że te miliony należą mi się bardziej. W końcu dajemy światu więcej przyjemności niż Unilever.

Wasza firma, zwana czasem Pink Floyd, działa niczym korporacja przemysłowa. Przygotowywanie trasy koncertowej przypomina bitwę - część recenzentów ciągle pisze o jakichś 49 ciężarówkach, różnych samolotach potrzebnych do przewiezienia sprzętu...

Nie interesują mnie takie nudziarstwa. Przed trasą usiedliśmy razem i mówię "Chcę lasery, kwadrofoniczny dźwięk, chcę to i to". W końcu ktoś odpowiada: "Fajnie. To będzie ważyć z 700 ton". To kosztuje masę pieniędzy. Szkoda, że nie jest tańsze.

Chodzi plotka, że zrobiliście laserowo-medialny show, by przyciągnąć ludzi do muzyki.

Przeczuwałem, że sława będzie jak więzienie. Poza tym jesteśmy muzykami, a nie czarodziejami. Publiczność mogłaby szybko znudzić się takimi chłopcami na scenie. Z tego też powodu wciągnęliśmy Pink Floyd w multimedialny świat...

...i kiedy to się stało nadmuchiwana świnia stała się członkiem zespołu.

Zeszłego roku świnia nie odegrała takiej roli, ale ludzie ją polubili, zatem powróciliśmy do tego pomysłu. Bez świni nie sprzedalibyśmy tylu biletów.

Tym razem pojawiłeś się bez Muru odgradzającego cię od publiki. Wyglądałeś na mocno rozluźnionego

Projekt z Murem [The Wall] był pomysłem Rogera Watersa. Wraz z nim odszedł z zespołu w połowie lat 80. Osobiście nie miałem nigdy żadnych problemów z fanami.

Nawet z czterdziestolatkami na widowni śpiewającymi "My nie chcemy edukacji" [we don't need no education]?

Ta piosenka jest o władczym, angielskim systemie oświatowym, gdy byliśmy młodzi, a który - mam nadzieję - odszedł. Ale masz rację, śpiewanie dzisiaj takich tekstów jest trochę nie na miejscu.



do góry

Wielu waszych niemieckich fanów widzi to inaczej. "My nie chcemy edukacji" przyjmują jako hymn przeciwko autorytetom. Nawet w Startbahn West (uwagi: protestujący próbowali przerwać budowę nowego pasa startowego na lotnisku we Frankfurcie z powodu wycinki drzew pod pas - dzięki Rolfowi Juerrensowi za wyjaśnienie) śpiewano jako bunt przeciwko autorytetom.

Piosenkę śpiewali również uczniowie z Afryki i została szybko zakazana przez władze. Ale w twoim Startbahn West zupełnie nie widzę podobieństw. Równie dobrze ludzie mogliby śpiewać "my nie chcemy samolotów".

Każdy projekt ujawniony światu żyje własnym życiem. "The Wall" był początkowo przeciwko organizowaniu koncertów rockowych na stadionach. A gdzie w końcu zagraliście? Na stadionie.

To Roger Waters przyznał, że "The Wall" pisał przeciwko stadionowemu rockowi. Grał na stadionach przez 6,7 lat i jakoś nigdy nie narzekał. "The Wall" stało się dla niego uniwersalnym symbolem, symbolem odizolowania od innych ludzi, od otoczenia.

Czy czułeś, że jesteś za Murem?

Czułem się częścią wspaniałego przedstawienia. Aż do momentu, gdy wszystko runęło, myślałem nawet, że uchroni mnie metalowa klatka.

Jeden z najbardziej znanych kawałków, "Welcome To The Machine" nie podsunął wam pomysłu postawienia jakichś robotów na scenie zamiast muzyków?

Myśleliśmy o innych muzykach. Ale tylko żartowaliśmy.

Czy ktoś mógłby z powodzeniem grać waszą muzykę?

Z podrobieniem nas miałby niemałe problemy.

Roger Waters uważa inaczej. Sądzi, że znak Pink Floyd będzie firmował koncerty jeszcze z 500 lat - nawet po waszej śmierci.



do góry

Aaaa, stary dobry Roger. Nawet wystawił "The Wall" w Berlinie. Czy to brzmiało jak Pink Floyd? Wyszło okropnie.

Jeśli nawet, nigdy przecież nie "wyprodukował" tyle co wasze "przedsiębiorstwo". Kiedyś krytyk napisał, że "dopóki Pink Floyd wypuszcza co pięć lat nowy album i koncertuje na stadionach, dopóty żadna siła nie powstrzyma hord szaleńców od kupowania biletów".

Pink Floyd nie jest przedsiębiorstwem. Raczej małym biznesem wśród paru kumpli. Robimy wszystko, od muzyki po oprawę wizualną. I kiedy wszystko zapięte na ostatni guzik - sprzedajemy.

Czy również zaprojektowaliście Volkswagena Golfa "Pink Floyd"?

Podsunęliśmy parę pomysłów. Moim był na przykład bardziej przyjazny środowisku silnik.

Dostaliście od Volkswagena jedno z aut?

Tak, ale jeszcze nie dotarło. Pewnie zapomnieli nam go wysłać.

Tęsknisz za tym wszystkim?

Niespecjalnie, bo cała ta sprawa ze sponsoringiem Volkswagena dręczyła mi sumienie. Ofiarowałem pieniądze na cele charytatywne i tak mi z tym lepiej.

Największymi tematami Pink Floyd było wyobcowanie, izolacja, przekleństwo pieniędzy. Czy Pink Floyd zmienił świat - pomijając fakt rezygnacji burmistrza Wenecji z powodu przypuszczalnego uszkodzenia pomnika przez wasze głośniki?

Błagam cię, bądź realistą. Cokolwiek zagrażało pomnikowi, to nie my. Coroczne ognie sztuczne są o wiele gorsze. Nie po raz pierwszy dymisjonują burmistrza. Czy jesteś rozczarowanym marzycielem lat 60.? Po Bobie Dylanie myśleliśmy, że zmienimy świat na lepsze muzyką popularną. Czy coś się zmieniło? Niewiele. Ludzka natura jest trochę oporna. Jeśli ma coś się zmienić np. uprzedzenia rasowe, zajmuje to ze trzy pokolenia.

W każdym razie Pink Floyd miał jeden wpływ: punk. Kiedy odkryto Johnny'iego Rottena (Sex Pistols), nosił firmową, poszarpaną koszulkę z napisem "Pink Floyd". Nad tym dopisał "nienawidzę".



do góry

Później powiedział mi, że bardzo lubił jedno z naszych nagrań. Co prawda byliśmy dobrym celem, przecież coś takiego mógł zrobić z koszulką "Yes". To był dla nas zaszczyt.

Po twoim dojściu do Pink Floyd przyjęliście buntowniczą postawę.

Byliśmy zbuntowanymi podlotkami w stosunku do establishmentu i w dodatku z kiepsko opanowaną grą na instrumentach.

I fani lubili to?

Taaak, w Londynie. Ćpali i bawili się. A godzina sprzężenia zwrotnego - spoko, uwielbiali.

No a poza Londynem?

Tam ludzie rzucali w nas butelkami i wychodzili z koncertu.

Przy sprzyjających warunkach ile by ci zajęło, by publika dostała "odlotu"?

Z 20 minut

Ćpałeś kiedykolwiek LSD?

A parę razy, ale "kwasek" nie był dla nas. To w końcu LSD i inne dragi wykończyły Syda Barretta. Później był zupełnie nieprzydatny. Nie widuję go z 20 lat. Mieszka w Cambridge, robi zakupy, czasem chodzi do pralni. Tylko to jeszcze jest w stanie robić.

Jak teraz oceniasz takie albumy jak "Atom Heart Mother" czy "Ummagumma"?

Są okropne. No nie, może A strona "Ummagummy" jest całkiem całkiem, ale i tak fani w sumie jej nie dostrzegli.

Jak się przedstawia sprawa "The Dark Side Of The Moon", albumu pozostającego przez 15 lat po debiucie na listach przebojów? Stał się snem, czy koszmarem?

A co za różnica? I tym i tym. Fajnie jest jak ludzie harują na ciebie, sprzedają się tysiące albumów. Ale gdy jeden z nas nie stara się spróbować nowych eksperymentów z muzyką, by uniknąć rozczarowania fanów, sprawa nie wygląda już tak różowo.

Dlaczego Roger Waters odszedł z grupy?

On był naszym mózgiem. Roger jest świetnym autorem tekstów, ale nie muzykiem. Rogerowi wydaje się, że jest lepszym muzykiem ode mnie, ale mi się tak nie wydaje.

I uważał was za muzyków sesyjnych?



do góry

Po prostu spełnialiśmy jego polecenia.

Nick Mason kiedyś powiedział, że na tym etapie jedynym wyjściem jest zupełny spokój albo wojna. Jak ty przez to wszystko przeszedłeś - z pomocą psychiatry ?

Kiedy czasem jechałem ze studia do domu, Roger obrzucał mnie obelgami i wyzwiskami. To Roger był winny. Nie chciał moich pomysłów, muzyki. Wtedy stwierdziłem "Proszę bardzo, jak nie, to nie. Ale proszę o zwrot forsy, którą utopiłem w albumie, choćby nie wiem co".

I jeszcze oskarżał cię o wystawny tryb życia.

A czyż sam nie miał drogiej chaty na wsi, gdy pisał "The Wall"? Odgrywał rolę artysty-cierpiętnika. Jak zrozumieć taką osobę?

Czy w tym czasie Pink Floyd ciągle był zespołem, czy grupą psychopatów?

Był tylko jeden psychopata i troje normalnych ludzi.

Po wielkim rozłamie - prowadziłeś ten cały interes, by udowodnić, że bez Rogera Pink Floyd to dalej Pink Floyd?

Tak, to jeden z powodów. On chciał przypieczętować śmierć Pink Floyd. Ale dlaczego przerywać całą zabawę, gdy jeden z graczy odpada? Nie nie - nie widziałem i nie widzę rozłamu w taki sposób. Miałem na myśli MOJĄ karierę. Po prostu spędziłem w interesie sporą część życia.

Czy w zespole jest jeszcze coś takiego jak przyjaźń?

Czterdziestoletni zespół wygląda zupełnie inaczej. Jako nastolatki mieliśmy swoje problemy, jeden nie miał domu, rodziny. Teraz to wygląda jak dobre partnerstwo.

Posiadasz kolekcję sześciu samolotów. Mason ma auta wyścigowe, Wright kilka jachtów. Niemniej jednak lubisz odgrywać outsidera i mówić, że nie należysz do establishmentu.

Bo nie należę.

Siedzisz w ekskluzywnym klubie, popijasz cappucino, 15 Marek za filiżankę i twierdzisz, że nie jesteś częścią establishmentu? To niebywały komfort.

W rzeczy samej

Dziękujemy Panie Gilmour za spotkanie.