Latające świnie

Jeśli nie obchodziłoby cię, Co się ze mną dzieje
I gdybym ja nie troszczył się o ciebie
Moglibyśmy ominąć ból i cierpienie
Zerkając na siebie poprzez strugi deszczu
Zastanawiając się, którego z tych kretynów mamy obwinić
Patrząc na latające świnie

 

Psy

Ty musisz być szalony, musisz faktycznie tego potrzebować.
Musisz spać na stojąco, a gdy jesteś na ulicy,
Musisz umieć wyrwać innym mięso.
Z zamkniętymi oczyma.
Potem wkradasz się cicho, by nikt cię nie widział,
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila.

A już po chwili możesz zająć się swym stylem.
Członkostwo w klubie, przyjacielski uścisk dłoni,
Szczera wymiana spojrzeń i wesoły uśmiech.
Musisz być wiarygodny w oczach tych, których oszukujesz,
Więc gdy odwrócą się do ciebie plecami,
Będziesz miał szansę wbić im w plecy nóż

Zawsze musisz spoglądać jednym okiem przez ramię
Wiesz, że to będzie coraz trudniejsze i jeszcze trudniejsze, w miarę jak się starzejesz
W końcu spakujesz manatki i odlecisz na południe
Schowasz głowę w piasku
Jak kolejny smutny staruszek
Umierający w samotności na raka

Gdy już przestaniesz nad tym panować, zbierzesz żniwa z tego, co zasiałeś
I gdy twój strach rośnie, zepsuta krew zwalnia i zmienia się w kamień.
Jest już zbyt późno, by się odchudzać. Wszak kiedyś pragnąłeś coś rozdać
Więc niech ci się dobrze tonie, gdy samotnie spadniesz na dno
Ciągnięty przez kamień


Muszę przyznać, że jestem troszeczkę zagubiony
Zastanawiam się czasem, czy nie jestem wykorzystywany
Muszę więc czuwać, wyleczyć te chore myśli
Lecz jeśli nie czuję pod stopami ziemi, jak mogę znaleźć wyjście z tego labiryntu?

Ślepy, głuchy i niemy, wciąż nie przestajesz udawać
Że każdy może się poświęcić i że nikt nie ma prawdziwego przyjaciela
Wygląda na to, że jedyną rzeczą, jaka ci pozostała, to osamotnić zwycięzcę
I wszystko pod słońcem będzie załatwione
A ty całym sercem wierzysz, że każdy jest mordercą


Kto urodził się w domu pełnym bólu
Kto został nauczony, by nie pluć w fanów
Komu człowiek mówił, co trzeba robić
Kogo złamała wyszkolona ekipa
Kogo tresowali obrożą i łańcuchem
Kogo klepali po ramieniu
Kto uciekał od towarzystwa
Kto był tylko obcym w swym domu
Kto wypadł z gry przy samym jej końcu
Kogo znaleźli martwego przy telefonie
Kto został ściągnięty na dół przez kamień

 

Świnie (trzy różne)

Potężny człowiek, człowiek świnia. Cha, Cha, jesteś zagadką.
Dobrze przymocowane, wielkie koło. Cha, Cha, jesteś zagadką.
Gdy twa dłoń leży na twym sercu
Jesteś bliski rozbawienia
Prawie żartowniś
Z głową wsadzoną do koryta
Mówiąc "kop dalej"
Świński brud na twej tłustej brodzie
Co ty właściwie chcesz znaleźć
Tam na dole w świńskim rowie
Jesteś prawie wesoły
Jesteś prawie wesoły
Lecz naprawdę płaczesz

Przystanek autobusowy, szczurza torebka. Cha, cha, jesteś zagadką.
Ty popieprzona stara jędzo. Cha, cha, jesteś zagadką.
Rozpadasz się na kawałeczki jak tłuczona szyba
Jesteś bliski śmiechu
Dowcip wart ukazania zębów
Lubisz być tak jak stal
Jesteś świetny jedynie w kapeluszu ze spinką
Zabawny z rewolwerem w dłoni
Jesteś prawie wesoły
Jesteś prawie wesoły
Lecz naprawdę płaczesz

Hej, ty, Whitehouse. Cha, cha, jesteś zagadką.
Domu pełen małych myszy. Cha, cha, jesteś zagadką.
Chcesz trzymać nasze uczucia z dala od świata
Jesteś bliski godnego przyjęcia
Z zaciśniętymi ustami i z zimnymi stopami
Czy czujesz się zelżony
.....!.....!.....!.....!
Musisz powstrzymać falę zła
Zatrzymać ją w sobie
Mary, jesteś bliska ugoszczenia
Mary, jesteś bliska ugoszczenia
Lecz naprawdę płaczesz


 

Owce

Bez winy trwonisz swój czas na odległym pustkowiu
Tylko mętnie świadomy unoszącego się w powietrzu niepokoju
Lepiej bądź czujny
Wokół mogą czaić się psy
Spojrzałem za Jordan i zrozumiałem
Rzeczy nie są takie, jak o nich myślałem

Co masz z udawania, że niebezpieczeństwa nie są prawdziwe
Łagodnie i posłusznie podążasz za przywódcą
Dobrze znanymi korytarzami w kierunku stalowej kotliny
To niespodzianka!
W twoich oczach śmiertelny wstrząs
Bo teraz widzisz rzeczy, jakimi są naprawdę
Nie, to nie jest zły sen

PAN JEST MOIM PASTERZEM I NIC MI NIE TRZEBA
ZMUSZA MNIE DO KŁAMSTW
POPRZEZ ZIELONĄ TRAWĘ PROWADZIŁ MNIE JAK CICHĄ WODĘ
UWOLNIŁ MĄ DUSZĘ BŁYSZCZĄCYMI NOŻAMI
KAZAŁ MI WISIEĆ NA HAKACH NA WYSOKOŚCI
NAWRÓCIŁ MNIE NA BARANINĘ
SPÓJRZCIE. MA WIELKĄ MOC I WIELKI GŁÓD
GDY NADEJDZIE CZAS W KOŃCU ZABECZYMY
POPRZEZ CICHE ZAMYŚLENIE I WSZECHOBECNE PRZEZNACZENIE
MISTRZ SZTUKI KARATE
POWSTAŃMY WIĘC
I SPRAWMY, BY W OCZACH KRETYNÓW POJAWIŁY SIĘ ŁZY

Gadając i becząc z wrzaskiem uderzam go w kark
Fala za falą obłąkanych mścicieli
Wesoło maszeruje z zapomnienia dalej do snów


Czy słyszałeś wieści?
Psy już zdechły
Lepiej zostań w domu
I rób jak ci kazali
Wynoś się z drogi, jeśli chcesz dorosnąć


 

Latające świnie (część druga)

Wiesz, że mnie obchodzi, co się z tobą dzieje
Ja wiem, że ty martwisz się o mnie
Więc nie czuję się samotny
Ani bardzo obciążony
Bo znalazłem bezpieczne miejsce
By zakopać swą kość
Każdy głupiec wie, że pies potrzebuje domu
Schronienia od latających świń.