CD1

01. Astronomy Domine
02. See Emily Play
03. The Happiest Days Of Our Lives
04. Another Brick In The Wall (Part 2)
05. Echoes
06. Hey You
07. Marooned
08. The Great Gig In The Sky
09. Set The Controls For The Heart Of The Sun
10. Money
11. Keep Talking
12. Sheep
13. Sorrow

CD2

01. Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-7)
02. Time
03. The Fletcher Memorial Home
04. Comfortably Numb
05. When The Tigers Broke Free
06. One Of These Days
07. Us And Them
08. Learning To Fly
09. Arnold Layne
10. Wish You Were Here
11. Jugband Blues
12. High Hopes
13. Bike

No i oto po latach zarzekania się i dumy z tego, że ich ulubiony zespół nie plami się wydawaniem "greatest hitsów" fani PF dostali do rąk pełnowymiarową i oficjalną składankę. Oczywiście ten album nosi bardziej odpowiednią nazwę The Best of... Jego wydanie zawdzięczamy przede wszystkim wynalazkowi krążka CD. O ile w czasach płyt winylowych wydanie składanki najlepszych utworów PF było fizycznie niewykonalne, bo samo Echoes zajęłoby całą stronę płyty, a z kolei The Best of... byłoby bez Echoes jedynie jakąś fałszywką, to przy czasach trwania osiąganych przez dzisiejsze CD można się takimi ograniczeniami nie przejmować, a przynajmniej przejmować się dużo mniej. Coś jednak trzeba wybrać, coś odrzucić. O jakości utworów na tych, trwających w sumie aż dwie i pół godziny, krążkach, mówić nie wypada - czy ktoś tego chce, czy nie, to już klasyka rocka i nic nie jest w stanie tego zmienić. Jednak o jakości kompilacji mierzy się przede wszystkim trafnością wyboru utworów. Przyjrzyjmy się więc tej liście chłodnym, statystycznym okiem. Już rzut oka na ilość utworów z poszczególnych albumów może przynieść ciekawe spostrzeżenia. Najwięcej utworów - bo aż cztery - pochodzi z The Wall i The Dark Side of the Moon. Na drugim miejscu, z trzema utworami, plasuje się... The Division Bell. Ten wynik to już lekka przesada. Czy Gilmourowi et consortes naprawdę wydaje się, że hicior Keep Talking jest jednym z największych osiągnięć Pink Floyd? Ciemną stronę księżyca reprezentują: Us and Them, Time, The Great Gig in the Sky i Money. Czy tylko przypadkowo są to te same utwory, które PF grali na ostatnich dwóch trasach koncertowych? Chciałbym w to wierzyć. A na składance tak naprawdę chciałbym usłyszeć przede wszystkim(!) Brain Damage + Eclipse (zamiast Time i Money). Ciekawe, czy jestem w tej opinii odosobniony...

The Wall jest reprezentowane w miarę sensownie, choć znów rzuca się w oczy zbieżność z repertuarem gilmourowskiego tria. Choć z drugiej strony, żaden utwór z tej listy na wyrzucenie z niej nie zasługuje, a gdyby chcieć ją poszerzać, to prawie cała Ściana zasługiwałaby na umieszczenie tu.

Pozostałe albumy "obdzielono" w zasadzie po równo, po dwa utwory. Słabsze The Final Cut reprezentuje tylko The Fletcher Memorial Home. Niestety, tylko jeden utwór przydzielono The Animals, a przecież na umieszczenie zasługuje jeszcze przynajmniej Dogs.

Nieobecność w zestawieniu More i Obscured by Clouds chyba nikogo nie dziwi. Za to nieobecność Atom Heart Mother juz tak. Owszem, umieszczanie tytułowej suity w sąsiedztwie Echoes już nie ma wielkiego sensu - wystarczy jeden z tych utwórów, ale... przynajmniej Psychodeliczne śniadanie Alana zasługiwało na miejsce w tym składzie.

Już to zestawienie pokazuje, że dobór utworów był, niestety, tendencyjny. Czy składankę, na której brakuje The Embryo, A Saucerful of Secrets może dawać w jakiś sposób całościowy choćby pogląd na historię muzyki tego zespołu? Widać za to usilne starania zespołu, aby jakoś nobilitować odgrzewane kotlety, które serwował ostatnimi czasy. Album ten utwierdza popularny ostatnio i lansowany schemat historiografii zespołu: początki, Barrett, długo, długo nic...
Dark Side i WYWH (przy okazji Shin On i WYWH znów pojawia się Barrett) The Wall

no i oczywiście na koniec najważniejszy okres działalności grupy - czyli trio starszych panów z brzuszkami walczy o miejsca na listach przebojów... Już jaskrawym podkreśleniem tej drogi jest kilka ostatnich na płycie utworów (pomijając spinające klamrą Astronomiczne Domino i Bike - pierwszy i ostatni utwór z pierwszej płyty (i tak dobrze, że nie z ostatniej...). Mamy więc: Arnolda Layne - utwór, od którego zaczęła się nagraniowa przygoda PF (Barrett), Wish You Were Here - hołd zespołu, dla pierwszego lidera, Jugband Blues - dość przeciętny utwór, mający tu miejsce chyba tylko jako symbol ze względu na to, że to ostatnie nagranie Barretta z PF (tendencyjność doboru aż kłuje w oczy - to jeden z najgorszych utworów ze swojego albumu, nigdy chyba nie grany na koncertach), High Hopes - wspomnieniowo-nostalgiczny song kończący ostatni album, jedyny z tego składu wytrzymujący bez dyskusji porównanie z klasykami z dawnych lat, w tym miejscu jak najbardziej na miejscu. Prawda, że pouczająca lekcja historii? Zaczęło się od Barretta, skończyło na Gilmourze. Waters? Who is Waters?...

No i ostatnia kwestia - dla kogo ta płyta? Czy ktoś, kto nie ma żadnej płyty PF będzie z niej usatysfakcjonowany? Raczej tak. Tylko czy sięgnie właśnie po to, nie tanie przecież, wydawnictwo? W każdym razie na prezent nadaje się znakomicie. Dla wiernych fanów PF raczej nie ma tu jakichś zaskoczeń, choć nareszcie na oficjalnym albumie ukazała się zmiksowana w jedną całość wersja Shine On... (na A Collection of Great Dance Songs była wersja także jednoczęściowa, ale skrócona - radiowa; praktycznie była to tylko pierwsza część), oraz When The Tigers Broke Free. Niewątpliwie zaletą jest też zmiksowanie wszystkich utworów w jedną całość - aby uzyskać ten efekt robiąc własną składankę, trzebaby się nieźle napracować; ale i tu trudno nie odnieść wrażenia, że poza zrobieniem cross-fade'ingu nie wysilono się jakoś specjalnie w tym kierunku.

Reasumując: dobór utworów dość tendencyjny i w kilku miejscach bardzo naciągany (takie np. Bike jest tu tylko dlatego, że pasuje do koncepcji układu, brakuje za to Interstellar Overdrive czy choćby Gnome'a), montaż dobry, ale nie rzucający na kolana. Płyta broni się przede wszystkim dzięki bogatej zawartości - bądź co bądź jest to jednak dwie