Shine On You Crazy Diamond Parts 1-5 (Wright, Waters, Gilmour)
Welcome To The Machine (Waters)
Have A Cigar (Waters)
Wish You Were Here (Waters, Gilmour)
Shine On You Crazy Diamond Parts 6-9 (Wright, Waters, Gilmour)

Muzycy:
David Gilmour - śpiew, gitara
Roger Waters - gitara basowa, śpiew
Richard Wright - instrumenty klawiszowe, śpiew
Nick Mason - perkusja, efekty specjalne
Dick Parry - saksofony
Stephane Grappelli - skrzypce
Roy Harper - śpiew
Vanetta Fields - śpiew
Carlena Williams - śpiew

Realizacja: Brian Humphries
Produkcja: Pink Floyd

Recenzja nr. 1

Kolejne wielkie dzieło grupy Pink Floyd. Pierwszy utwór, Shine On You Crazy Diamond jest przepięknym, urzekającym utworem. Jego historia jest dość ciekawa, gdyż właściwie zapoczątkował go David Gilmour jednym tylko, przejmującym gitarowym fragmentem. Ten zaś rozrósł się do rozmiaru dwunastu minut. Drugim najbardziej znanym utworem jest tytułowe Wish You Were Here, ballada mająca swe korzenie w muzyce folk. Grana na dwóch gitarach akustycznych jest jedyna w swoim rodzaju; świetnie brzmi grana wieczorami przy ognisku. Ma, jak zresztą cała płyta, niezwykle niepowtarzalny nastrój. Trzeba ją posłuchać - moim zdaniem, jest to kolejne arcydzieło muzyki naszych czasów.

==== ==== ==== ==== ====

Recenzja nr. 2

Recenzja będzie bardziej osobista aniżeli analityczna. Tak silnie wstrząsnęła mną ta muzyka onegdaj. To niby tylko kilkadziesiąt minut dźwięku. Ale jakiego...
Zanurzam się w sobie. Część pierwsza "Shine On You Crazy Diamond". Mozaika dźwiękowa utkana przez duszę. Gitara łka, jakby miałyby to być ostatnie przez nią dźwięki wydane. Piekny, pastelowy poemat rozdzielony na dwie części. Odmienne, lecz tak samo cudowne. Słowa tej pieśni można traktować różnorako. Wierzę, iż jest to pożegnanie Watersa z wieloletnim przyjacielem z czasów młodzieńczych Sydem Barretem. Wierzę, gdyż cenię ludzką dobroć i otwartość. Wierzę w istnienie diamentu, którzy nieliczni posiadają na dnie duszy. I przez to są skazani na cierpienie. Cierpienie, które oczyszcza.
Zanim dotrzemy do drugiej części, musimy zawitać w kilka innych miejsc. Najpierwej do "maszyny". Witaj mój synu, rozkoszuj się tym, co usłyszysz. Powiemy ci o czym marzyłeś (jeśli jeszcze nie wiesz). Marzyłeś o muzyce, która sprosta twoim wymaganiom. A więc powiemy ci na co czekałeś. Tą grupą jest Pink Floyd. Gitarzysta nie gra bynajmniej tak, by zranić twoją mamusię. Gra by porwać cię do krainy magicznych dźwięków. A natenczas poczęstuj się papierosem. I rozsiądź się wygodnie w fotelu.
"Have A Cigar?" jest jedynym utworem w całej karierze grupy, w którym wokalnie na pierwszym planie popisuje się osobnik spoza drużyny -Roy Harper. Waters obawiał się powierzać to zadanie "obcemu" (Dave Gilmour nie zgodził się na zaśpiewanie tej partii, gdyż twierdził, że słowa autorstwa Rogera są zbyt osobiste), jednak efekt jest znakomity. Obawy okazały się być nieuzasadnione. Przyznam się bez bicia, że dosyć długo nie wiedziałem o udziale starego bluesmana w tym nagraniu (ach, te stare piraty...). Dzięki wyeksponowanej linii basowej i "mięsistemu" brzmieniu kawałek lokuje się obok klasyków tej miary co "Time" czy "Money".

"A więc wydaje ci się Że mógłbyś oddzielić niebo od piekła Od bólu błękitny nieboskłon"
Wydaje mi się, ba, jest to pewne, iż potrafię tę płytę oddzielić od każdej innej na tym świecie.

"I cóż znaleźliśmy? Te same lęki"
...i rozkosz słuchania. Nie darmo członkowie zespołu uważają ten właśnie album za najdoskonalszy w całej karierze.

Mijają kolejne minuty (w nie wieczność zaklęta). Szalony diament świeci po raz drugi. Wiem, że zaświeci jeszcze nie raz. Będzie świecić zawsze w panteonie płyt wszech czasów. To tyle. Nie lubię molestować swych miłości.