Nagrano pomiędzy 1 czerwca 1972 a 1 lutego 1973 w studiu Abbey Road w Londynie.

Speak To Me (Mason) (1:13)
Breathe (Waters, Gilmour, Wright) (2:46)
On The Run (Gilmour, Waters) (3:35)
Time (Mason, Gilmour, Waters, Wright) (7:04)
The Great Gig In The Sky (Wright) (4:48)
Money (Waters) (6:23)
Us And Them (Waters, Wright) (7:50)
Any Colour You Like (Gilmour, Mason, Wright) (3:25)
Brain Damage (Waters) (3:50)
Eclipse (Waters) (2:04)

Muzycy:
David Gilmour - śpiew, gitara
Roger Waters - gitara basowa, śpiew
Richard Wright - instrumenty klawiszowe, śpiew
Nick Mason - perkusja, efekty specjalne
Dick Parry - saksofony
Backing vocals: Clare Torry, Doris Troy, Lesie Duncan, Liza Strike, Barry St. John

Realizacja: Alan Parsons
Produkcja: Pink Floyd

Recenzja nr. 1 Ciemną Stronę Księżyca zna chyba każdy. Nawet tylko ze słyszenia. Rozeszła się ona bowiem do dnia dzisiejszego w około 30 milionach egzemplarzy!

Jest to dzieło niezwykle spójne, o wyważonych proporcjach pomiędzy tekstem a muzyką. Właśnie ta spójność spowodowała chyba, że płyta rozeszła się w tak wielkim nakładzie. Wyważenie takie jest dlatego, że w tamtych czasach wydawało się że kwadrofonia zastąpi stereofonię i każdą ścieżkę przygotowywano bardzo starannie. Duży wkład w brzmienie płyty miał realizator, Alan Parsons. Zresztą - co tu się dużo wypowiadać o tej płycie. Jest ona tak niepowtarzalna i fantastyczna, że po prostu trzeba ją posłuchać a nie o niej pisać. Myślę, że wielu zgodzi się ze mną, gdy nazwę The Dark Side Of The Moon największym dziełem w historii muzyki rockowej...



==== ==== ==== ==== ====


Recenzja nr. 2

"Dark Side Of The Moon" jest z kilku względów płytą szczególną w dorobku Pink Floyd. Po pierwsze - przyjmuje się, że to właśnie ona kończy pierwszy, młodzieńczy, psychodeliczny okres działalności zespołu i rozpoczyna erę znakomitych albumów Floydów. Po drugie - na stanowisko lidera grupy i autora wszystkich tekstów ostatecznie wysuwa się Roger Waters, co wiąże się z faktem, że przekaz słowny stanie się odtąd znacznie ważniejszy niż we wcześniejszej twórczości. Po trzecie wreszcie: wielu uważa "Dark Side Of The Moon" za największe osiągnięcie grupy i tym samym za jeden z najwspanialszych albumów rockowych wszech czasów.

Płyta to niezwykła i niesamowita - prawdziwe arcydzieło. Album utrzymywał się w zestawieniach najlepiej się sprzedających płyt przez długie lata (sic!), a i dziś nie znika z oferty sklepów, utrzymując się w kategorii "full price"... Trudno znaleźć prawdziwego fana rocka, który by go nie znał. Ale - ad rem... Roger Waters wypowiada się o "Ciemnej stronie..." następująco: "Uważam "The Dark Side Of The Moon" za pierwszą w pełni artystycznie udaną próbę potraktowania albumu rockowego jako pewnej całości". W domyśle: całości, a nie zbioru przypadkowych utworów. Ten longplay stanowi bowiem zarówno muzycznie, jak i tekstowo zwarty monolit". To właściwie jeden ponad czterdziestominutowy utwór, podzielony wprawdzie na bardzo nieraz ze sobą kontrastujące części (jak choćby "Money" i "Us And Them"), ale jednocześnie nadający się do słuchania jedynie w całości, co zresztą stanie się odtąd regułą obowiązującą wszystkie następne albumy Floydów. Muzycznie mamy tu zarówno fragmenty lekko jazzujące (fortepian w "Time"), trącące awangardą ("On The Run"), elektroniczne ("Any Colour You Like"), a nawet klasycyzujące ("Us And Them"). Ale bez obaw - wszystko to tylko dodatki, bo "Ciemna strona księżyca" to przede wszystkim doskonały album rockowy. I każdy miłośnik trochę ambitniejszej od Backstreet Boys muzyki znajdzie tu coś dla siebie. Zwolennicy przebojowych, łatwo wpadających w ucho kawałków - chwytliwe "Money", spokojnych ballad - "Us And Them", a kochający natchnione wokalizy na pewno szybko odkryją niesamowitą Clare Torry w "The Great Gig In The Sky". A tak nie całkiem serio: jest tu nawet coś dla fanów budzików. Wystarczy włączyć "Time" (najlepiej głośno :) ).

Dla mnie osobiście najpiękniejszym fragmentem tej płyty są dwa utwory, które ją kończą - "Brain Damage" i "Eclipse", ze świetnymi tekstami. W warstwie literackiej - gdyż tak chyba można powiedzieć, gdy mowa o tekstach Watersa - jest to album o życiu i śmierci. O tym, ile niepotrzebnych rzeczy zaprząta nam głowę - sława, pieniądze, kariera, by w końcu całkowicie stracić wartość w obliczu śmierci.

Krótko mówiąc: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas...". Wielka płyta.