"Pink Floyd: Live 8"

Występ Pink Floyd w najsłynniejszym składzie był jednym z najważniejszych wydarzeń tamtego megakoncertu Live 8



- Pink Floyd to ja - mówił basista i wokalista Roger Waters, gdy przeszło 20 lat temu odchodził z zespołu. Wcześniej był niekwestionowanym liderem i autorem praktycznie całego materiału grupy. To według jego wizji powstały tak klasyczne dzieła Pink Floyd jak "Dark Side Of The Moon" czy "The Wall".



A jednak ku zaskoczeniu Watersa zespół przetrwał jego odejście. Były lider czuł się rozgoryczony. Próbował zablokować możliwość występów formacji pod słynną nazwą. Podał niedawnych kolegów do sądu i przegrał. Pink Floyd nagrywało kolejne płyty i odnosiło gigantyczne sukcesy komercyjne. Tymczasem solowe dokonania Watersa spotkały się z chłodnym przyjęciem. To tylko pogłębiało konflikt.



Wydawało się, że nic już nie może doprowadzić do powrotu grupy w najbardziej znanym składzie z lat 70. A jednak Waters zagrał z pozostałymi muzykami Pink Floyd na koncercie Live 8 w Londynie. Muzycy zdawali sobie sprawę, że ich powrót będzie wielkim wydarzeniem medialnym. I postanowili wykorzystać rozgłos w słusznej sprawie.



Nienawidzę Pink Floyd

Nie tylko podsycany przez lata konflikt sprawia, że powrót Pink Floyd pachnie sensacją. To jedna z największych grup rockowych w historii. Wydany w 1973 r. album "Dark Side Of The Moon" ustanowił rekord w przebywaniu na amerykańskiej liście bestsellerów "Billboardu" - 741 tygodni z rzędu.



Grupa stała się rockowym mitem nie tylko za sprawą fanów, lecz także zagorzałych przeciwników. W połowie lat 70. była symbolem teatralnego, rozdmuchanego do granic przyzwoitości, rocka progresywnego charakteryzującego się wielominutowymi kompozycjami i koncertami dla wielotysięcznej publiczności zgromadzonej w halach sportowych czy na stadionach. Według legendy to właśnie w koszulce z napisem "I Hate Pink Floyd" ("Nienawidzę Pink Floyd") paradował na początku kariery wokalista punkowego Sex Pistols Johnny Rotten.



Mruczenie dinozaura

Za ostatnie wielkie dzieło grupy uważa się "The Wall" z 1979 r. Ten dwupłytowy album to najwyraźniejszy dowód absolutnej dominacji Watersa w zespole. Cały materiał "The Wall" to rozliczenia z dręczącymi go obsesjami, z miłością nadopiekuńczej matki i brakiem ojca, który zginął w czasie II wojny światowej. Jednak to nie monumentalne albumy Pink Floyd z lat 70. wywarły wpływ na współczesną muzykę. One zaprowadziły ją do rockowego panteonu, ale okazały się ślepym zaułkiem muzyki pop. Może nie zestarzały się aż tak bardzo jak dzieła innych gwiazd lat 70., ale dziś to nie one inspirują młode formacje. Co prawda od czasu do czasu jakiś wykonawca tworzy własną wersję chyba najsłynniejszej na "The Wall" piosenki "Another Brick In The Wall" - ostatnio zrobił to Korn - ale to raczej przywoływanie rockowego standardu, a nie żywa inspiracja. Tej szukać warto w najwcześniejszych dokonaniach Pink Floyd.



Zespół powstał w 1965 r. i od samego początku był związany z londyńską sceną podziemną. Pod kierunkiem Syda Barretta nagrywał psychodeliczne piosenki pełne "kosmicznych" brzmień, popowych melodii i wodewilowych aranżacji. Barrett odszedł po nagraniu dwóch płyt, ale jeszcze przez kilka następnych lat grupa podążała wyznaczoną przez niego ścieżką, eksperymentując z nietypowymi aranżacjami. To dzięki płytom w rodzaju "A Saucerful Of Secrets", "Ummagumma" czy "Atom Heart Mother" stała się na dekady jedną z ważniejszych, oprócz Beatlesów i niemieckich formacji krautrockowych, inspiracji dla kolejnych pokoleń muzyków.



Na tym wczesnym psychodelicznym Pink Floyd wzorowały się brytyjskie zespoły gitarowe lat 80. i 90. Zespół miał też wpływ na muzykę klubową. Na Pink Floyd powoływał się Alex Paterson, lider ambientowej formacji The Orb. W projekcie okładki albumu "Chill Out" duet KLF nawiązał do zdjęcia zdobiącego płytę "Atom Heart Mother". Może związek jednego z wczesnych singli grupy See Emily Play z nagraniem współczesnej formacji brytyjskiej Kaiser Chiefs "Oh My God" nie jest bezpośredni, ale da się zauważy pewne pokrewieństwo.



To właśnie za sprawą dokonań z lat 60. muzyka Pink Floyd wciąż żyje. W porównaniu z tamtym okresem występ czterech starszych panów, którzy zagrają kilka słynnych utworów z okazji koncertu charytatywnego, będzie tylko sentymentalnym mruczeniem rockowego dinozaura.



Reaktywacja Pink Floyd z Rogerem Watersem!

Zespół Pink Floyd reaktywuje się, aby zagrać pierwszy od 24 lat koncert. Występ legendarnej formacji odbył się 2 lipca w Londynie w czasie akcji Live 8. Roger Waters oraz Dave Gilmour, Nick Mason i Richard Wright wystąpili razem w Hyde Parku. Ostatni raz zespół w tym składzie zagrał w 1981 roku w londyńskim Earls Court.



ROGER WATERS I DAVID GILMOUR ZNÓW ZAGRAJĄ RAZEM

W czasie Live 8 grupa zagrała razem z takimi gwiazdami jak: Madonna, R.E.M., U2, Paul McCartney, Elton John, Coldplay i Robbie Williams.

Przypomnijmy, że organizatorami akcji Live 8 byli Bob Geldof i Midge Ure. Tego samego dnia równoległe koncerty odbyły się w Londynie, Paryżu, Rzymie, Berlinie oraz Filadelfii. Cały show zamknięto w zorganizowanym 6 lipca w Edynburgu koncercie. Przedsięwzięcie powiązano z akcją charytatywną Make Poverty History, której celem jest walka z biedą na świecie. Wydarzenie zbiegło się w czasie ze szczytem G8, który odbył się między 6 a 8 lipca w Szkocji.

"Jak większość ludzi chcę zrobić wszystko, aby zmusić przedstawicieli najbogatszych państw, aby poczynili kroki w celu pomocy krajom Trzeciego Świata." - wyjaśnia Dave Gilmour. "Jakiekolwiek przeszłe zatargi, które miały miejsce między zespołem i Rogerem są żałosne w porównaniu z celem akcji. Jeśli reaktywacja zespołu Pink Floyd zwróci uwagę na prawdziwe problemy będziemy szczęśliwi."



Live 8: Pink Floyd nie myślą o reaktywacji

Grupa Pink Floyd nie planuje reaktywacji, chociaż jednorazowy występ na londyńskim koncercie "Live 8" zrobił prawdziwą furorę. Roger Waters, Dave Gilmour, Nick Mason i Richard Wright stanęli razem na scenie po raz pierwszy od 24 lat i oczarowali fanów wykonując 4 spośród swoich największych hitów - "Breathe", "Money", "Wish You Were Here" oraz "Comfortable Numb".

Mimo entuzjastycznej reakcji tłumów muzycy zapewniają, że już nigdy nie powrócą razem na scenę, ponieważ czują się na to za starzy.

„Dlaczego zagraliśmy na "Live 8"? Bo to świetny sposób na spędzenie wolnego weekendu” - mówi Mason, zaś Gilmour podkreśla, że sobotni występ w Hyde Parku był jednorazowym wydarzeniem i nigdy się nie powtórzy.



Czy G8 posłucha Live 8?

Każdego dnia 30 tysięcy dzieci umiera niepotrzebnie z powodu skrajnej nędzy. 6 lipca, podczas szczytu G8 w Szkocji przywódcy ośmiu najpotężniejszych krajów mogli zakończyć ten wstydliwy problem. Dokonali by tego, jeśli dostatecznie dużo ludzi będzie od nich tego żądać. Na to liczyli organizatorzy koncertów Live 8.

Bob Geldof był organizatorem "Live 8", największego koncertu w historii, który odbył się 13 lipca 1985 roku. Wtedy udało się zebrać ponad 100 milionów dolarów dla głodujących w Etiopii. Cele "Live 8" są jeszcze bardziej ambitne: podwojenie pomocy państw bogatych dla krajów Afyki, anulowanie długów krajów rozwijających się i wprowadzenie sprawiedliwych reguł handlu. Rozgłos koncertów "Live 8" ma pomóc w wytworzeniu ogromnej presji na przywódców G8, którzy zbiorą się kilka dni później na szczycie w Gleneagles w Szkocji.

Koncerty odbywają się równocześnie w następujących miastach: Londyn, Edinburgh, Paryż, Berlin, Rzym, Filadelfia, Barrie (Kanada), Tokyo, Johannesburg i Moskwa.

Wśród muzyków występujących na Live 8 są: Annie Lennox, Bob Geldof, Coldplay, Dido, Elton John, Joss Stone, Keane, Madonna, Mariah Carey, Muse, Paul McCartney, Pink Floyd, Razorlight, Robbie Williams, R.E.M., Scissor Sisters, Snow Patrol, Stereophonics, Sting, The Killers, U2, Velvet Revolver, Bon Jovi, Dave Matthews Band, Destiny's Child, Il Divo, Jay Z, Kaiser Chiefs, Keith Urban, Linkin Park, Maroon 5, P. Diddy, Rob Thomas, Sarah McLachlan, Stevie Wonder, Will Smith, A-Ha, Bap, Brian Wilson, Crosby, Stills & Nash, Die Toten Hosen, Green Day, Lauryn Hill, Peter Maffay, Duran Duran, Faith Hill, Irene Grandi, Jovanotti, Laura Pausini, Nek, Tim McGraw, Vasco Rossi, Zucchero, Andrea Bocelli, Axelle Red, Calo Gero, Craig David, Jamiroquai, Johnny Halliday, Kyo, Manu Chao, Placebo, Renaud, Yannick Noah, Youssou N'Dour.

"Live 8" wymawia się po angielsku podobnie do "Live Aid". Jednak tym razem "aid", czyli pomoc, została zastąpiona przez "8" - symbolizujące G8, grupę przywódców największych potęg, do których muzycy i słuchacze kierują apel: "Niech nędza przejdzie do historii". Live 8 nie jest więc koncertem charytatywnym. Chodzi przede wszystkim o nagłośnienie postulatów wobec polityków. Każdy może przyłączyć się, choćby poprzez wpisanie się pod petycją pod adresem: www.live8live.com/list.

Another Brick In The Wall" nie pasowała do Live 8

David Gilmour nie chciał wykonywać na koncercie "Live 8" przeboju "Another Brick In The Wall", ponieważ uważał, że antyedukacyjna piosenka nie nadaje się do programu takiego przedsięwzięcia. W lipcu ubiegłego roku Gilmour, Nick Mason i Richard Wright, spotkali się po 24 latach rozłąki z Rogerem Watersem, aby wystąpić jako reaktywowany zespół Pink Floyd na londyńskim koncercie na rzecz najuboższych krajów świata.



PINK FLOYD RAZEM I OSOBNO W GALERII ZDJĘĆ

Waters bardzo chciał wykonać słynny przebój z 1979 roku, jednak Gilmour uświadomił mu, że słowa "We don’t need no education" (Nie potrzebujemy wykształcenia) niespecjalnie pasują do koncertu, którego celem jest uświadomienie ludziom sytuacji ubogich krajów, w których dzieci nie mają co jeść i nie mogą chodzić do szkoły. "Ta piosenka kompletnie się nie nadawała. Zresztą i tak niezbyt ją lubię. Jest całkiem dobra, ale nie można jej nazwać wielkim emocjonalnym dziełem. Roger chciał śpiewać piosenki, które moim zdaniem zupełnie nie nadawały się do wykonywania na tym koncercie. Również aranżacje, które wybraliśmy, nie były po jego myśli, ale uparłem się na nie."