"THE WALL - Alan Parker & Roger Waters"

Przeciętny człowiek potrafi w ciągu roku obejrzeć kilkaset filmów. Wśród nich są lepsze i gorsze. Niektóre inspirują, zmuszają do myślenia, inne przestają interesować w momencie pojawienia się napisów końcowych. Są też takie, o których nigdy nie można zapomnieć. Takim filmem jest "Ściana" Alana Parkera i Rogera Watersa. Nie jest to zwykły film. Przede wszystkim nie ma w nim dialogów, jest to połączenie filmu fabularnego, animowanego i muzyki. To właśnie muzyka zespołu Pink Floyd z albumu "The Wall" pełni role dialogów i "opowiada" całą historię.

Pomysł nakręcenia takiego filmu pojawił się długo przed wydaniem płyty. W twórczości "flojdów" efekty wizualne pełniły zawsze bardzo ważną rolę i już koncerty promujące trasę "Muru" były bardzo bogate wizualnie i robiły niesamowite wrażenie. Roger Waters zdawał sobie sprawę, że pomysł, który przyszedł mu do głowy nie musi przerodzić się tylko w płytę. Chciał nakręcić film.



"The Wall" w wersji płytowej ukazała się 30 Listopada 1979 roku i dopiero wtedy można było zając się konkretami. Waters, autor większości muzyki i tekstów z tej płyty podjął współprace z Alanem Parkerem, który początkowo pełnił funkcje producenta. Pierwotnie reżyserem miał być podopieczny Parkera - Micheal Seresin. Jednak pomysł Seresina na ukazanie "Ściany" na ekranie ograniczył się do rejestracji jednego z koncertów Pink Floyd w tamtym okresie i dodaniu kilku monologów. Materiał zebrany przez Seresina wyglądał blado, z prostej przyczyny: nagranie video nigdy nie odda całej atmosfery i piękna koncertu. Występy grupy z trasy "The Wall" były fantastyczne, jednak na taśmie niektóre wykorzystane triki ( np. olbrzymie kukły) wyglądały wręcz śmiesznie.

Dopiero wtedy reżyserii całego przedsięwzięcia podjął się Parker. Wiadome było, że musi powstać coś bardziej fabularnego, dlatego Roger Waters napisał krótki, 39 stronicowy szkic scenariusza. Głównym bohaterem miał być Pink, mężczyzna w średnim wieku, pogrążony w maniakalnej depresji. Na początku chęć zagrania Pinka miał sam Waters i trudno się temu dziwić, przecież "Ściana" to jego "dziecko". Niestety po kilku próbnych scenach wszyscy zrozumieli, że leader Pink Floyd nie ma talentu aktorskiego.

Główną rolę ostatecznie zagrał ówczesny wokalista grupy Boomtown Rats - Bob Geldof, którego wybrał Parker. Było to dość dziwne posuniecie, ponieważ Geldof wywodzi się z nurtu punk rocka, czuł więc antypatie do takich "dinozaurów", za jakich uważał Pink Floyd. Ostatecznie zwyciężyła w nim ciekawość nowego przedsięwzięcia. Oprócz niemego aktorstwa, musiał dla potrzeb filmu zaśpiewać dwa utwory z płyty "The Wall" ("In The Flesh?" i "In The Flesh").

W filmie wykorzystano dużo animowanych sekwencji autorstwa Scarfa - twórcy m.in. niezwykłych kukieł znanych z koncertów, które okazały się wtedy mocnym punktem występów.

Sam film bardzo trudno jest streścić, ponieważ jak mówi Parker " ...The Wall to ciąg scen powiązanych ze sobą metodą luźnych skojarzeń..." i dodaje " ...jest to chaotyczna plątanina obrazów, impresji aktorskich i animowanych, sekwencji realistycznych i majaków". Jest jednak coś jeszcze, mianowicie wspaniała muzyka z jednego z najwspanialszych albumów rockowych świata, która wysuwa się zdecydowanie na plan pierwszy i jest jakby narratorem całej tej chaotycznej historii.

Podczas oglądania filmu można zobaczyć Pinka w kilku różnych momentach. Jak jest małym chłopcem i cierpi z powodu braku ojca, a nad opiekuńcza matka również nie ułatwia mu życia. Kiedy jest sam- pogrążony w depresji, kiedy traci żonę. I w końcu, kiedy wciela się w role "faszystowskiego demagoga" (to określenie wymyślone przez samego Rogera Watersa), próbując przezwyciężyć depresje agresją.

Nie ominęła go również próba samobójcza, ani potężny, nasilający się lęk, kiedy to po faszystowskim wiecu dochodził do siebie na podłodze toalety.

W filmie tym oprócz muzyki i migających scen z życia bohatera, bardzo ważna jest atmosfera towarzysząca całości. Mroczna, dołująca, ukazująca ludzką samotność i przerażenie światem. Właśnie ta trudna do zniesienia atmosfera najbardziej dokuczała Geldofowi podczas kręcenia tego filmu. W jednym z wywiadów mówił, że zaczął za bardzo identyfikować się i rozumieć głównego bohatera, i że przerażało go to.

Jednak nie była to jedyna rzecz jaka przerażała wokalistę. Również zachowanie reżysera Parkera czasami niepokoiło Geldofa. Parker np. nie panował nad grupą angielskich skinheadów, zatrudnionych jako statystów do scen wiecu faszystkowskiego. Sam reżyser mówił, że długo musiał tłumaczyć, że sceny bójek z policją są fikcyjne a policjanci to tylko statyści. I tak walki nie ustawały, kiedy padało słowo "cięcie".

Również scena, w której Pink demoluje pokój hotelowy nie była do końca umówiona. Nie powiadomiono np. aktorki, że Geldof będzie w nią rzucał metalowym wózkiem. Aktor grający Pinka twierdzi, że cudem uszła z życiem.

Parker tłumaczy swoje szaleństwo całkowitemu zaangażowaniu i poświęceniu się filmowi. Zdawał on sobie sprawę, że musi zrobić wszystko, żeby zadowolić Watersa.

Ostatecznie mu się to nie udało. Film ujrzał światło dzienne, ale muzyk Pink Floyd nie zaakceptował go. Pod koniec współpracy dochodziło miedzy nim a Parkerem do kłótni. Łagodzić spory próbował Bob Geldof, jednak do porozumienia chyba nigdy nie doszło. Ostatecznie leader Pink Floyd powiedział, że "film nie wzbudza żadnej sympatii do bohatera, a film, który nie wzbudza sympatii do bohatera to zły film".

Moim zdaniem, krytyka i niezadowolenie Watresa są przesadzone, ale też zupełnie zrozumiałe. W końcu to w jego głowie narodził się cały pomysł i tylko on mógłby zrobić film, który by go miał prawo zadowolić (choć wątpię, bo gdyby tak się stało, to Waters byłby reżyserem albo scenarzystą, a nie muzykiem). Parker zekranizował "Ścianę" tak jak on ją sobie wyobraził i trudno mieć do niego o to pretensje. Tym bardziej, że wg mnie zrobił to bardzo dobrze. Ukazanie samotności, odosobnienia, depresji, rozgoryczenia i rozprawiania się człowieka z widmami własnej przeszłości, nie jest zadaniem prostym. Alan Parker zrobił to tak, że ja to zobaczyłem i poczułem, a takie przecież było jego zadanie. Oglądając ten film można się łatwo przekonać jak silny wpływ na dorosłe życie człowieka ma jego dzieciństwo. Jak każdy, najdrobniejszy szczegół może okazać się ważny. Okazuje się również, że nawet sława i uwielbienie tłumu nie muszą przynieść ulgi w depresji. Nic nie może pomóc, kiedy między nami a "resztą ludzkości" stoi olbrzymi mur, który nie przepuszcza słów, myśli, ciepła, uczucia...

Bez wątpienia film "The Wall" Alana Parkera jest dziełem kontrowersyjnym i trudnym w odbiorze, ale prawda jest taka, że to co widać na ekranie pasuje do muzyki, jest realistyczne, szczere i niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Więc zadanie zostało wykonane. Czy jest to dzieło ponadczasowe? Chyba jeszcze za wcześnie, żeby to oceniać. Przypuszczam, że z biegiem lat coraz mniej ludzi będzie rozumiało ten film, ale ci, do których on "dotrze" przeżyją niesamowite emocje i pewnie będą mieli żal do świata, że przez tyle lat w relacjach międzyludzkich nic nie zmieniło się na lepsze...a wręcz przeciwnie.



Utwory wykorzystane w filmie:
"The Little Boy That Santa Claus Forgot" - (Vera Lynn )
"When The Tigers Broke Free" - ( Roger Waters )
"In The Flesh?" - (vocal Bob Geldof)
"The Thin Ice"
"Another Brick In The Wall I"
"When The Tigers Broke Free II" - (Roger Waters)
"Good Bye Blue Sky"
"The Happies Days Of Our Lives"
"Anothr Brick In The Wall II"
"Mother" - (plus orkiestra)
"What Shall We Do Now" *
"Young Lust"
"One Of My Turns"
"Don't Leave Me Now"
"Another Brick In The Wall III"
"Goodbye Cruel World"
"Is There Anybody Outhere?"
"Nobody Home"
"Vera"
"Bring The Boys Back Home" - (chór i orkiestra)
"Comfortable Numb"
"In the Flesh" - (vocal Bob Geldof)
"Run Like Hell"
"Waiting For The Worms"
"Stop"
"The Trial"
"Outside the Wall"


* w niektórych źródłach ten utwór figuruje jako "Empty Spaces". Wg mnie jednak jest to "What Shall We Do Now" i tak też jest zatytułowany na koncertowej płycie "Is There Anybody Out There"
*Wiedza o kulisach powstawania filmu i cytaty zaczerpnięte z książki Wiesława Weissa "Szyderczy Śmiech I Krzyk Rozpaczy".