"Pink Floyd: Live At Pompey"

Pażdziernik 1971. Starożytny rzymski amfiteatr w zniszczonym mieście Pompeje. Na zlecenie telewizji włoskiej, belgijskiej i holenderskiej, przez trzy dni reżyser i pomysłodawca całego przedsięwzięcia, Adrian Maben wraz z ekipą filmową kręcił dobrze znany wszystkim fanom P.F. koncert, trochę dziwny bo bez publiczności. Zdaniem Mabena film jest inny niż powstałe na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych filmy koncertowe. Umieszczenie grupy w rzymskim amfiteatrze w Pompejach miało stanowić swoisty mariaż nowoczesnego zespołu z odwieczną sztuką. Przez te trzy dni powstała pierwotna 62 min. wersja filmu, szkielet całego przedsięwzięcia. W 1972 roku dokręcone zostały czarno-białe ujęcia w studiu w Paryżu - przedstawiają one wypowiedzi członków grupy. Film wszedł na ekrany w grudniu 1972 roku.

W 1973 do materiału dołączono jeszcze kolorowe zdjęcia ze studia Abbey Road w Londynie, gdzie Pink Floyd kończyli nagrywanie swojego albumu "Dark Side of the Moon". Ten ostatni materiał zawierał ujęcia przedstawiające codzienne chwile zespołu podczas pracy. Po włączeniu do filmu tych ostatnich scen dodatkowych powstał w sumie 93 minutowy film. W 2001 roku Adrian Maben chcąc dopełnić swoją wizję konceru, uzupełnił go o ujęcia z lotów kosmicznych oraz o komputerowe generowane fragmenty przestawiające nasz układ kosmiczny oraz rekonstrukcje Pompejów. Co warto dodać - nie dodano w tej wersji żadnych nowych ujęć z członkami zespołu, gdyż takowe przepadły. Tak powstała "wersja reżyserska". Koncert grupy Pink Floyd na płycie zawiera następujące utwory:

Echoes Part I
Careful With That Axe Eugene
One Of These Days
A Saucerful Of Secrets
Set The Controls For Heart Of Sun
Mademoiselle Nobs
Echoes Part II
 

Pomimo tego, że film ma już swoje lata wielu fanów zespołu właśnie od tego filmu zaczynało swą przygodę z Pink Floyd.

W Echoes Part I urzeka nas delikatne brzmienie spadających kropel granych na syntezatorze już na samym początku. Dżwięk ten zapowiada coś naprawdę wspaniałego, tajemniczego i godnego uwagi widza. Utwór powolo się rozkręca. Po ok. 3-4 min. słyszymy niezapomnianą solówkę Gilmoura. Słowa pisenki przenoszą nas nad koralowe groty, piękny słoneczny dzień. Podrózujemy wraz z albatrosem i echem w stronę światła. Potem podróżujemy po ziemi w poszukiwaniu zrozumienia. W dalszej częsci słyszymy coś w rodzaju sporu między gitarą Watersa a gitarą Gilmoura. W tle pokazywane są płaskorzeźby, i przechadzki myzyków po Wezuwiuszu.

Careful With That Axe Eugene. Zaczyna się spokojnie, dźwiękiem syntezatora. Powoli rozbłyskują światła fleszy. Potem rozbrzmiewa głos, zwracający uwagę Eugeniuszowi aby był ostrożny z siekierą. Już za chwilę czeka nas wędrówka wraz z dość ostrym brzmieniem, gdzie dopełnieniem są wspaniałe ujęcia eksplodującego wulkanu, jezior i rzek lawy. Gdy napawamy się tym widokiem słyszymy przerażający krzyk Wtersa. Jednak wszystko dobrze się kończy. Wulkan przestaje eksplodować, nastaje świt oraz spokój. Tak kończy się nocna wędrówka po wulkanie.

Powoli przechodzimy do kolejnego utworu. Tym razem nastaje świt. Od samego początku witają nas dźwieki perkusji. One Of These Days zdominowany jest praktycznie przez Nicka Masona. Perkusita daje wspaniały pokaz gry na bębnach. Pokazuje nam swój talent. Jeśli dobrze się przyjżymy zobaczymy tego potwierdzenie. W trakcie gry łamie mu się pałeczka, on jak gdyby nigdy nic bierze następną. Utwór kończy się taksamo nagle jak się zaczyna. Czyli nagle i niespodziewanie.

A Saucerful Of Secrets. Jest kolejnym utworem o dość dziwnym przebiegu. Zaczyna się brzmieniem gitary basowej, przechodzi w chaotyczne na pierwszy żut oka dźwięki. Słyszymy mocne uderzenia w talęźe, pisk, gitary, przypadkowe klawisze fortepiau, sustematyczne bicię perkusji a tuż potym uderzena Watersa w gąg. Temu wszystkemu towarzyszy skąpana w zachodzącym świtle słońca sceneria. Jednak już pochwili wszystko cichnie prucz systematycznego i jednolitego uderznia w bęben. W tle słychać już brzmienie właściwego utworu. Znów słyszymy wspaniałą i uspokającą muzykę. Z czasem słyszymy coś co trudno nazwać śpiewem. Czym to może być. Jest to coś w rodzaju wtórowia instrumentom. Widzimy jak krążący wiatr w amfiteatrze roziwiewa włosy muzykom i wznieca tumany kurzu. Wiatr jeszcze bardziej podkreśla klimat utworu.

W Set The Controls For Heart Of Sun ustwaimy nasze stery wprost na serce słońca. Wsłuchujemy się w delikatne dźwięki i treść przesłania jakie kieruje do nas tekst. Wpatrujemy się w słońce, budzimy się do życia po nocy, która już odeszła. Rozwiewamy wszelkie wątpliwości, dojrzeamy jak wino, pobieramy lekcję od samego słońca. W tle gdy twa utwór podziwiamy wspaniałe dzieła sztuki starożytnych rzymian. Oglądamy freski i malowidła. Lecz wpatrujemy się również w ciała ludzi którzy zginęli prawie 2 000 lat temu. Troszeczke to przygnębiające, lecz podobna jest i treść przesłania.

Mademoiselle Nobs, jest krótkim ok. 2 min. utworem w którym swoje umiejętności pokazuje owczarek colli. Waters przybrywa na giterze, a Gilmour na charmonijce. Kawłek wzorowany na Seamus. Co by tu wiele mówić. Ten kawałek rozluźnia trochę podniosłą arę koncertu.

Echoes Part II jet uwieńczeniem całego dzieła. Przez ok 3 min. oglądamy ruiny miasta, wrzącą wodę w gorących źródłach, a całej podróży po Wezuwiuszu i Pompejach towarzyszy nam pisk gitary. Jednak długo nie musimy czekać na kontynuację właściwego Echoes. Przez te piski przedziera się słotki dźwiek syntezatora. Po chwili Wright i Gilmour znów przenoszą nas gdzieś daleko, w krainę beztroski. Znów słyszymy echa muzyki.Gdy koncert się zbliża się ku końcowi mamy wrażenie jakby czegoś nam brakowało, chcemy aby ten koncert trwał i trwał. Tak w nieskończoność.

Jednak zawsze możemy wracać do tamtych dni, to jest soś w rodzaju podruży w czasie. Widzimy lata świetności Watersa, Wrighta, Masona i Gilmoura. Czasy gdy tworzyli zgraną grupę przyjaciół tworzących wspaniałą muzykę dla przyjemności. Każdy kto ich uwielbaia nie wyobraża sobie życia beż tego filmu.

Reżyser filmu odpowiadając na pytanie jak film został przyjęty przez krytyków odpowiedział, że ci co lubili Pink Floyd'ów zachłysnęli się filmem, a ci co ich nie cierpieli uznali film za słaby. Trudno zakładać, że film spodoba się każdemu, kto go obejrzy. Na pewno interesując się muzyką, czy to Pink Floyd'ów, czy w ogóle, warto po ten film sięgnąć - jest warto obejrzenia i spojrzenia na grupę zza kulis. Polecam